Ania Mazankiewicz

Anna Mazankiewicz. Kobieta, dla której życie jest muzyką, a muzyka inspiracją do działania i uśmiechu. Tańczy ponieważ, nie zna lepszego sposobu wyrażania swoich uczuć i emocji.

Jej pierwszą miłością było flamenco, które swoją wymagającą techniką oraz rytmiką położyło tory pod kolej, której taneczna trasa przebiegła…niemalże dookoła świata.
Wieloletnia fascynacja ciepłymi dźwiękami Kuby sprawiła, iż przez długi czas miała przyjemność pomagać innym w ich tanecznej wędrówce. Było to wyzwanie, któremu starała się sprostać ucząc się nowych form tanecznych (takich jak son cubano, chachacha, bolero, mambo, danzon) oraz poszukując wiedzy na temat historii muzyki kubańskiej oraz kubańskiego folkloru.

Magia bębnów, ukryta w kubańskich rytmach, zachęciła ją do kolejnej podróży – tym razem na kilka chwil w świat dźwięków Afryki. Od tej pory na wszelkiej maści ciekawostki muzyczno-taneczne patrzy z chęcią i nadzieją. Stara się też zachęcać innych do otwartości na piękny świat tańca. Niezależnie od tego czy taniec pochodzi z Afryki, czy Irlandii, Indii, Węgier, Kuby czy.. Kamczatki – został przecież stworzony przez ludzi – dla ludzi i dla ich przyjemności.

A Tango?
“Dźwięk akordeonu, na którym kiedyś Tato grał mi przedwojenne piosenki do snu, zapisał się głęboko w moim sercu. Do dziś słysząc stare polskie tanga czuję delikatne drżenie a dusza sama wyrywa się do tańca.”

“Do tanga zaproszona zostałam przez Kasię Czech i Tymoteusza Ley. Pamiętam dokładnie noc, kiedy pierwszy raz wybrałam się na milongę. Godzina była późna – tuż przed “Kopciuszkiem”. Brama przy Dietla 44 przerażająco ciemna i pusta. Czy oby nie pomyliłam adresu? Świstek papieru w ręce twierdzi, że nie… Nieskończenie wysoka klatka schodowa przywitała mnie chłodem, wszechobecnym graffiti i tajemniczymi szeptami dobiegającymi nie wiadomo skąd. Poczułam drżenie, ale niczym nie przypominało tego miłego, na dźwięk akordeonu. Zwyczajnie bałam się o życie! Zatrzymałam się na moment na pierwszym półpiętrze i pomyślałam: “To tylko tango, może nie warto ryzykować?” … Ruszyłam w górę.
Sposób w jaki towarzystwo krakowskich tangeros przytuliło mnie do siebie, atmosfera cotygodniowych spotkań, pewne, męskie objęcia, z których na milongach czerpałam nauki, magnetyczna muzyka – były warte ryzyka! Do dziś prowadzą mnie przez tą piękną czasoprzestrzeń i nieustannie inspirują do dalszej pracy.
Argentyna to moje marzenie na tanecznej mapie świata. Zachęcam do wspólnej podróży.”

-->